W tej kwestii nie można zwlekać, i czekać aż Warszawie zabraknie wody w kranach; a rzecz jest prosta jak konstrukcja cepa: po prostu trzeba złapać wody powodziowe i sukcesywnie je zwalniać w niedoborze. [1]
Trzeba najpierw wyliczyć ile wody przepływa w czasie powodzi na danej rzece i stosownie do tej wiedzy, pobudować zbiorniki retencyjne.
One nie muszą zagradzać rzeki w poprzek; one winny być pobudowane częściowo na niej, czy wręcz obok rzeki, na iluś polderach. Rzeczny transport i inne przepływy nie doznają żadnej szkody, ani żadne szkodliwe błoto nie będzie się gromadziło, jak ponoć na tamie we Włocławku.
Te zbiorniki zostaną napełnione w czasie powodzi, a dopełnione w razie potrzeby wysokowydajnymi pompami .
A że to będzie brzydkie zawalisko…cóż, poczucie estetyki musi ustąpić wobec konieczności życiowych, które prawdopodobnie będą się pogłębiać, zresztą można je będzie pomalować w kwiatki, a reszty, pewnie chętnie, dokonają graficiarze. Rzecz będzie można, filmowo, rozebrać kiedy staną się zbędne.
Adam Czochralski 2025.10.18
[1] https://finanse.wp.pl/wody-ciagle-brakuje-oto-jak-znikaja-polskie-jeziora-7211828340169696a